W stronę Byszew (cz. II)

Mieszkaliśmy – wszyscy chłopcy – na górce, w dwóch niedużych pokojach, mieszczących się pod dachem stylowego dworu byszewskiego. Przerabiałem łacinę z następnym po Józiu bratem, Wickiem – ale głównie towarzyszyłem mu w całodziennych jego polowaniach. Przemierzaliśmy na piechotę wzdłuż i wszerz cały obszar Byszew od figury św. Wawrzyńca aż po lasek od strony Dobrej, od Skoszew i małego stawu Poperki, leżącego między Byszewami a Skoszewami, aż do olbrzymiej wsi Nowosolna, będącej niemiecką kolonią, a położonej już w stronie Łodzi.

 

            (…)

W Byszewach spędziłem lata 1911 i 1912. Tak się jednak przywiązałem do tego środowiska, że w roku następnym dojeżdżałem tam dość często z Puszczy Mariańskiej pod Skierniewicami, gdzie spędzałem lato w rosyjskim domu pewnego starego senatora. Ale i później, w roku 1914, z bardzo odległych Stawiszcz przyjechałem już pod koniec lipca do Byszew, nie przeczuwając, że odwiedziny moje będą ostatnimi przed burzliwym dla tych okolic czasem.

 

W tym zupełnie idyllicznym ustroniu poczułem pierwszy dreszcz trwogi, jaki przeszedł przez Europę w to upalne lato. Jeden z chłopów pojechał do Łodzi i stamtąd przywiózł alarmującą wiadomość o austriackim ultimatum do Serbii. Przyspieszyłem swój wyjazd z Byszew, ale mimo to powoli i spokojnie jechałem z „Antinim” do Brzezin, a stamtąd do Koluszek. Pola stały ciche pod ciepłym niebem lipcowego poranka, gdyśmy mijali Lipiny i dojeżdżali do Brzezin.

(…)

Cała zewnętrzność skoszewsko-byszewska była dla mnie rewelacją tych pokładów polskości, które drzemały we mnie czy leżały odłogiem i dlatego właśnie te lata, przypadające na najwyższy okres młodzieńczej fermentacji, pozostawiły we mnie tak głębokie ślady; sprawiły, że dolina ciągnąca się od Skoszew do Byszew jest moim ulubionym zakątkiem, najmilszym mi bodaj obok Sandomierza na kuli ziemskiej, i czymś rodzinnym, z czym się związany, jak gdybym tam właśnie po raz drugi narodził się na świat.

 

Elementy byszewskie: dwór z kolumnami, „źródła”, łąki, rzeczka, młyn, panny z sąsiedztwa, bliskość dwóch dworów, rozsądny stary wujek, młodzieńcza miłość, młodzieńcza przyjaźń – odnajdują się we wszystkim, co napisałem. A miejsce, do którego jestem tak przywiązany, o mało co nie stało się moją własnością w bardzo dziwacznych okolicznościach.

 

 W czasie pierwszej wojny pan Plicht. „ostatni z rodu”, ożenił się. Urodziła mu się kupa dzieci – oczywiście nie było już w byszewskim dworze miejsca dla siostrzeńców. Po wojnie Świerczyńscy rzadko bywali u wuja, rzadziej może ode mnie, ponieważ stałem się corocznym prawie gościem ulubionego przeze mnie domu. I oto w równe dwadzieścia lat po pierwszym moim przyjeździe, po tym wieczorze pachnącym bobem i łubinami, kiedyśmy stępa przemierzali zagajnik pomiędzy Rogowem a Brzezinami (ten sam, w którym Jola pożegnała się z Wiktorem, a który tak urósł przez te lat dwadzieścia), ja – ówczesny „Ojciec Laurenty”, z którego podśmiewano się mocno, ale którego też bardzo lubiano – zostałem wezwany do łoża umierającego pana Plichty; miał on już tylko jedyną prośbę do mnie: abym zaraz, natychmiast, na poczekaniu, kupił od niego Byszewy. Scena była naprawdę tragiczna: pan Józef był już na pół przytomny, a jego żona z pięciorgiem drobnych dzieci sama nie wiedziała, co począć. Pomimo, iż starałem się wytłumaczyć, że nie mogę tak od razu zgromadzić potrzebnej gotówki, że nie mam pojęcia o gospodarowaniu – a Byszewy, ostatnio bardzo zapuszczone, wymagały energicznej ręki – pomimo, iż przedstawiłem, że nie mogą wykorzystywać w ten sposób chorego i nieorientującego się już w sprawach materialnych człowieka, który za bezcen oddaje mi rodzinny majątek – chciano wzywać natychmiast rejenta i spisywać akt sprzedaży.

 

Oczywiście do tego nie doszło. Byszewy stały się moją własnością naprawdę – to znaczy w literaturze.

PROMOCJA!

 

 

18 września - 31 października

 

WSZYSTKIE BANERY REKLAMOWE

 

TANIEJ!

 

Miesięczna emisja już od 40 zł!

 

reklama@echanowosolnej.pl

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Reklama

Aktualnie gościmy

Odwiedza nas 31 gości oraz 0 użytkowników.